You are currently viewing Mentor wirtualnych asystentek – czego nauczyło mnie doświadczenie

Mentor wirtualnych asystentek – czego nauczyło mnie doświadczenie

Chyba nigdy nie sądziłam, że zostanę czyimś mentorem albo inspiracją. Mentor wirtualnych asystentek? Zakładałam, że będę uczyć innych tego, co już umiem i wiem, ale kiedy pierwszy raz przeczytałam o sobie „mentor”, przeszył mnie dreszcz strachu. Zaczęłam się zastanawiać, co dla mnie w ogóle znaczy to określenie? I czy moje konsultacje dla wirtualnych asystentek opierają się na mentoringu?

Mentor, czyli kto?

Mentor dla wirtualnych asystentek to spora odpowiedzialność. Jeśli jakiejś osobie po tych konsultacjach z Tobą nie wyjdzie, to wszyscy pomyślą, że to Twoja wina. Wszyscy się o tym dowiedzą, a później zaczną mówić, że oszukujesz. Tak, bycie czyimś nauczycielem to odpowiedzialność, którą albo się przyjmuje, albo od niej ucieka. Taka świadomość może szybko wypalić i doprowadzić do tego, że znienawidzisz swoich uczniów.

Od zawsze byłam pewna, że nie umiem powtarzać każdemu tej samej wiedzy. Dlatego spisałam wszystko, czego się nauczyłam, na kilkudziesięciu stronach i nagrałam kurs online. Szybko jednak zauważyłam, że to nie wystarcza. Dziewczyny szukają przewodnika, z którym mogą porozmawiać osobiście

Moje początki…

Moje pierwsze konsultacje, jakie przeprowadziłam w życiu, to był cios. Miałam styczność z osobami, które czekały, aż coś się stanie samo albo ja zrobię wszystko za nich, albo powiem im, co robić krok po kroku. Oczywiście mentor jest po to, aby podpowiedzieć wszystkie kroki. Jednak w roli przewodnika najważniejsze jest to, aby osoba ucząca się samodzielnie odkrywała swoje talenty oraz próbowała, upadała i próbowała ponownie. Ona musi mieć pewność, że wszystko co robi, robi to TYLKO dzięki sobie. Jeżeli ktoś pyta mnie zatem na spotkaniu „Polu, bo ja nie wiem, co zrobić?”, nie mówię mu, co ma zrobić, tylko pytam: „Czego pragniesz i jaki jest pierwszy najmniejszy krok, aby to osiągnąć?”.

Mentor to nie ktoś, kto prowadzi za rączkę. To raczej ktoś, kto wskazuje drogę.

Jak nauczyłam się być mentorem?

Był czas kiedy szukałam profesjonalnej wiedzy, jak być czyimś przewodnikiem, liderem. Co prawda założyłam zespół BrandAssist, ale nigdy nie czułam się tam  liderem. Czasami nawet śmieję się, że dzięki Bogu ktoś wymyślił turkusowe organizacje. Teraz mogę chować się pod tą nazwą i bez wyrzutów sumienia zakrywać swoje braki pewności siebie i niechęć do wysokiej odpowiedzialności za innych w byciu „fajną turkusową firmą”.

Jednak szukając kilku porad związanych z mentoringiem, nie za dużo nowego odkryłam oprócz coachingowego bełkotu (nie, nie coaching jest spoko, ale bełkot nie). Gdy byłam już zupełnie wypłukana z nadziei, z pomocą przyszedł mi przypadkowy film na YouTube. Na (uwaga!) katolickim kanale rozpatrywany był proces pomagania innym. Ten film uświadomił mi dwie ważne zasady.

Mentor wirtualnych asystentek – o czym pamiętam?

  1. Jeżeli ktoś siedzi w dole, nie wskakuj do niego, aby od razu pomóc, bo może się okazać, że utkniecie oboje. Przyjrzyj się tej dziurze z dystansu i, jeżeli nigdy nie wyszedłeś z podobnej, poszukaj dla tej osoby innego rozwiązania lub człowieka, który z podobnej dziury już wylazł. Być może widziałeś już, jak ktoś wcześniej wyszedł i teraz – nadal z dystansu – starasz się pomóc, mówiąc, co ktoś ma zrobić (czy ktoś widział lekarza, który postanawia zachorować na raka, aby pomóc pacjentowi z niego wspólnie wyjść?).
  2. Wiedza i doświadczenie w świadomości pozostaje krócej niż w działaniu. Co to znaczy? A to znaczy, że już nawet po 2 latach zapominamy o tym, czego się nauczyliśmy. Poza tym zmieniają się technologie, ludzie, rynek. I tak gdybym teraz poszła do Billa Gatesa, pytając, jak założyć swoją pierwszą firmę IT, prawdopodobnie nie umiałby tego już ogarnąć, bo nie bardzo potrafiłby postawić się w mojej sytuacji. Gdybym jednak usiadła z nim przy stole, abyśmy stworzyli wspólnie projekt IT z gotowych już elementów oprogramowania, dokładnie powiedziałyby mi, co trzeba zrobić, aby to rozwijać, bo robi to obecnie (przyznam, że nie wiem, co teraz zajmuje Billa, może w tym też by mi nie pomógł, ale mam ogromną nadzieje, że rozumiesz, o co mi chodzi).

Czego o mentoringu nauczyło mnie doświadczenie?

Czego nauczyłam się więc o mentoringu? Po pierwsze nie uważać siebie za jedyne rozwiązanie. Jeśli uznaję, że nie potrafię pomóc, kieruję do kogoś innego.

Po drugie świadomie dzielić się wiedzą, nie złoszcząc się na siebie, że czegoś nie umiem albo nie powiedziałam, bo zwyczajnie mogłam o tym szczególe zapomnieć. Mentor dla wirtualnych asystentek to nie ktoś doskonały. To tylko ktoś, kto wie odrobinę więcej.

Podziel się tym tekstem
Share on Facebook
Facebook
Pin on Pinterest
Pinterest
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Dodaj komentarz